Jak wiadomo ACTA zostało podpisane. W efekcie więc Internet albo się zawalił, albo wkrótce się zawali (zeznania świadków są sprzeczne). Na forach, a w szczególności na Gazeta.pl i Onet.pl rozwyły się wyjce, że teraz policja chodzić będzie po domach i komputery zabierać. Należy więc co prędzej skasować wszystkie pliki z dysków, bo będzie nieszczęście.
Osobiście uważam tego typu scenariusz za rzecz mało prawdopodobną. Nawet, jeśli PO się uprze i zacznie karać za piraty jak za trawkę, to wszystkich nie aresztują. Zresztą piractwo już teraz jest nielegalne, a jakoś nikomu od tego korona nie spadła.
Jednak jeśli ktoś boi się, że mu Tusk komputer odbierze i koniecznie chce pozbywać się dowodów to powinien wiedzieć, jak to robić.
| Jedna rzecz, żeby było jasne:
Ja nie popieram piractwa, tak samo, jak nie popieram ACTA. Ja naczytałem się głupot w rodzaju: - internet się zawali - trzeba skasować pliki z dysku - zamknął nam strony internetowe i nie będzie można wejść na cośtam.com, bo... Post jest sarkastyczny. Być może w sposób nieudany. Nie ma na celu uczenia ludzi jak piracić, tylko pokazać kilka rzeczy: - jak zadbać o swoją prywatność i chronić swoje dane - pokazać jak bezsensowne są regulacje zmierzające do kontroli sieci |
Usuwamy pliki z dysku:
Pierwsza rzecz, którą należy wiedzieć: usuwanie plików z dysku nic wam nie daje. Przeniesienie pliku do kosza i kliknięcie „Opróżnij” nie usuwa pliku z dysku. Nadpisywane jest tylko kilka wierszy kodu, które odpowiadają za to, że komputer identyfikuje zajęte przez nie obszary dysku jako zapisane. Od tego momentu miejsce dyskowe uznawane jest za puste i gotowe do ponownego zapisu. Faktycznie więc, jeśli dysk nie jest zbyt intensywnie używany pliki, które usunęliście na nim zostały. Przekonać się o tym możecie ściągając program o nazwie Image Recovery i odpalając go na swojej partycji systemowej. Za jakieś 2-3 dni (proces jest powolny) zapewne odkryjecie, że wszystkie końskie penisy, futa i manpregi, jakie znaleźliście w Internecie zostały z wami na zawsze! Jak zrobić, żeby z wami dłużej nie zostawały nauczymy się później. Teraz będziemy uczyć się, jak się ich pozbywać.
Otóż: żeby pozbyć się tych plików potrzebujemy coś na nich zapisać. W tym celu ściągamy program o nazwie Eraser 5.8.8. O ile wiem są już późniejsze wersje, jednak wkurzają mnie one swoim interfejsem, dwa, że mają kilka błędów w funkcjonowaniu. Ściągamy go i instalujemy. Uruchamiamy. Przeciągamy na niego pliki, których chcemy się pozbyć i klikamy Task a potem Run Task. Program przejeżdża po naszych plikach parę razy nadpisując je losowymi wartościami. To, ile razy je skasuje możemy sobie wybrać. Generalnie 1 raz wystarcza. Tajne służby używają 7 razowego kasowania. Najskuteczniejsze jest oczywiście Metodą Gutmana czyli 35 razy, ale nikt nam przecież dysku pod mikroskopem elektronowym nie będzie badał i odtwarzając treści bit po bicie. Ilość nadpisań ustalamy klikając w Edit → Preferences → Erasing.
Pytanie brzmi: co z plikami, które w swej głupocie już usunęliśmy z dysku tradycyjnie. Otóż: są tam. Żeby ich się pozbyć należy kliknąć w File → New Task teraz w zakładce Data wybieramy Unused space on drive a następnie wybieramy partycję, którą chcemy oczyści. Wybieramy metodę i klikamy Ok. Klikamy prawym na liście plików do skasowania i wybieramy Run All. Czekamy kilka godzin, bo proces jest czasochłonny.
Teraz te nieszczęsne manpregi. Manpregi siedzą w pamięci podręcznej przeglądarki, czyli w miejscu, które jest używane. Na Windowsie XP pozbywanie się ich było proste. Wystarczyło ściągnąć program o nazwie CC Cleaner, zaznaczyć wszystko, jak leci i kliknąć Uruchom Cleaner. Następnie przejechać po tak oczyszczonym miejscu Eraserem.
Niestety na współczesnych systemach coś się pozmieniało. Nie wiem, czy to wina Windows 7, czy przeglądarek, czy też nowe wersje CC Clearnera są do bani, ale metoda ta nie działa. Na sto procent
radzi sobie z tym coś, co nazywa się Tracks Eraser Pro 8.0 ale za to trzeba płacić 120 zeta. Po oczyszczeniu dysku odpalamy oczywiście Eraser.
Uniemożliwiamy tworzenie nowych dowodów przeciwko nam:
Jako, że czyszczenie dysku Eraserem co jakiś czas jest dość kłopotliwe należy pomyśleć o zmuszeniu przeglądarki do tego, żeby przestała tworzyć nowe dowody rzeczowe przeciwko nam. W tym celu należy wyłączyć tworzenie kopii stron w pamięci Cache. Zrobimy to na przykładzie programu Firefox. By wyłączyć Cache należy kliknąć w Pole Adresu (tam, gdzie wpisujemy adresy stron) i wpisać about:config a następnie potwierdzić enterem. Znaleźć pozycje browser.cache.disk.enable i przestawić z True na False.
Jeśli macie słabe łącza możecie zauważyć, że w efekcie ubocznym strony będą wam się wolniej ładować.
Jeśli bardzo, ale to bardzo zależy Wam na ukryciu wszelkich śladów, to a) weźcie pendriwe b) zaszyfrujcie go TrueCryptem c) nagrajcie na niego program o nazwie Firefox Portable i wchodźcie na strony za jego pomocą.
Szyfrujemy dyski:
Nauczyliście się już jak skasować z dysku piraty i jak nie zostawiać na nim śladów, po których PO-wsko -PSL-owscy siepacze mogliby dojść do tego, że oglądaliście piracki serial. Teraz nauczycie się je przechowywać. Do tego celu potrzebować będziecie przenośnych dysków twardych, co może być problemem. Przenośne dyski twarde produkowane były w Tajlandii, niestety w listopadzie zeszłego roku z winy Tuska Tajlandię nawiedziła powódź, w efekcie wszystkie fabryki popłynęły. Na razie więc przenośne dyski są koszmarnie drogie i takie pozostaną, aż straż przybrzeżna nie wyłowi fabryk.
Dyski twarde należy zaszyfrować. W tym celu użyjemy programu o nazwie True Crypt. Ściągamy go i instalujemy na dysku. Uruchamiamy. Klikamy w Create Volume, następnie w Encrypt Non-System Partition / Drive (szyfrowanie partycji systemowej to zły pomysł), następnie Standard True Crypt Volume (powinno nam wystarczyć). Wybieramy urządzenie, a następnie Created Encrypted Volume and Format It. Następnie wybieramy typ szyfrowania. Do wyboru mamy AES (zwycięzca konkursu CIA na nowy standard szyfrowania) Serpent (drugie miejsce w tym samym konkursie) i Twofish (trzecie miejsce). Klikamy i wybieramy oczywiście AES+Serpent+Twofish. Tak na wszelki wypadek. Klikamy Dalej i przeklikujemy się do panelu wyboru hasła.
Hasło to ważna sprawa. Powinno być długie i zawierać wszystkie możliwe znaki. Nie to jednak jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, żeby nie było słownikowe. Hasłem słownikowym jest każde hasło, które da się zgadnąć wpisując po kolei wszystkie słowa ze słownika. Czyli na przykład „Zegarmistrz”, „Janek”, „Piesek” etc. Kombinacje słów typu „Donald_matole_skąd_będziesz_ściągać_pornole?” już słownikowe nie są. Nie ma tak wielkich baz danych. Wymyślcie sobie jakieś fajne, dodajcie jakieś, losowe cyferki. Wpiszcie. Pooglądajcie paski postępu.
Uwaga! True Cryptem szyfrujemy tylko puste dyski! Jeśli było coś na nich to stracimy to nieodwracalnie!
Jeśli zrobiliśmy wszystko dobrze Windows przy następnym podpięciu dysku powinien stwierdzić, że nie jest on sformatowany. Faktycznie mamy teraz małą twierdzę. Łamanie 128-bitowego szyfru jak AES na milionie komputerów, z których każdy mógłby wykonać miliard operacji na sekundę (dla porównania najszybsza, dedykowana do łamania szyfrów stacja, o jakiej słyszałem wykonywała 3 miliony prób na sekundę) zajęłoby 11 miliardów lat. Szacowana długość życia wszechświata to natomiast 14 milionów lat. Jedyną metodą przebicia się jest atak typu BruteForce. Polega on na próbie wpisania wszystkich, możliwych kombinacji hasła. Szacunkowy czas niezbędny do zrobienia tego dla 20 znakowego hasła przy użyciu całej mocy obliczeniowej Ziemi to około 2 miliardy lat. Powiedzmy, że będziemy mieli pecha i Tusk złamie je po połowie tego czasu...
Jak schować pliki na zaszyfrowanym dysku? Uruchamiamy ponownie TrueCrypta. Widzimy tam ikony partycji. Klikamy na dowolnej. Klikamy Select Device i wybieramy nasz dysk przenośny. Klikamy Mount, wpisujemy nasze hasło. Klikamy Ok. Teraz dysk jest widzialny, jak zwykły dysk przenośny. Nagrywamy na niego wszystkie pliki, jakie chcemy. Po wszystkim klikamy na Dismount
Surfujemy anonimowo w sieci:
Dobrze, dowody na ewentualną, piracką działalność są już nie do ustalenia. Jednak nadal mogą nas złapać po IP. Nawet, jeśli mamy Neostradę. Niestety Neostrada zapisuje, komu jakie w danej chwili IP było przydzielone i na żądanie Tuska lub amerykańskich korporacji może je wydać. Jak się chronić?
Istnieje kilka metod. Pierwsza z nich to stosowanie jakiegoś rodzaju klienta sieci TOR. Sieć TOR wykorzystuje tak zwane trasowanie cebulowe. Oznacza to, że nasze dane zostają przepuszczone przez szereg serwerów na całym świecie, gdzie zostaną im przypisane odmienne adresy oraz gdzie zostaną zaszyfrowane. Ustalenie skąd dane zostały nadane jest niemożliwe, chyba, że ktoś przechwyci wszystkie bramki na naszej drodze (mało prawdopodobne). Wadą sieci TOR jest niestety fakt, że działa ona na zasadzie najsłabszego ogniwa. Czyli jeśli nasze połączenie odbywa się przez bramkę założoną na modemie w Chinach, to będziemy mieli taką prędkość, jak ten modem.
W zasadzie chyba najlepszym połączeniem bezpieczeństwa i komfortu są Wirtualne Sieci Prywatne (VPN). Działają one podobnie, jak sieć TOR, przy czym zwykle jakość usługi jest większa, a bezpieczeństwo porównywalne. Wada rozwiązania polega na tym, że za VPN trzeba płacić. Jedną z oferujących usługę firm jest Hide My Ass. Prywatność kosztuje około 200 złotych za rok.
Jeśli uważamy, że nas nie stać możemy skorzystać jeszcze z Proxy. Proxy można używac na kilka sposobów. Zaczniemy od lamerskiego, jak hasło premiera. Wchodzimy na stronę Hide My Ass. Klikamy na Web Proxy. W oknie dialogowym wpisujemy sobie jakiś, dowolny adres i klikamy w ikonkę Hide My Ass! Teraz stroną, które otwieramy wydaje się, że odwiedza je jakiś miły pan z Chicago (możemy jeszcze wybrać miasto w Wielkiej Brytanii i w Holandii). Warto sobie przy okazji pogrzebać w opcjach, ustawić połączenie przez SSL i szyfrowanie adresów URL.
Metoda mniej lamerska polega na samodzielnemu ustawieniu sobie proxy w przeglądarce. Po pierwsze potrzebujemy listy darmowych proxy. Taką można zleźć na stronie Hide My Ass po kliknięciu w IP:Port Proxies. Następnie wybieramy jeden, z kraju jaki nam odpowiada (np. z Rosji, bo nie podpisała ACTA), o wysokim poziome anonimowości i konfigurujemy program. Każdy program niestety musimy konfigurować oddzielnie. Zrobimy to na przykładzie Firefoxa.
W tym celu klikamy na Narzędzia, wybieramy Opcje następnie Zaawansowane oraz Sieć. Tam wybieramy Połączenie oraz Ustawienia. Interesuje nas Ręczna konfiguracja serwerów proxy wybieramy HTTP i wpisujemy IP naszego portu. Potwierdzamy klikając w OK. Od teraz dla całego internetu jesteśmy Rosjaninem.
Poleć innym tę notkę